piątek, 20 września 2013

łuk- obróbka materiału - część czwarta

Jeżeli masz już gotowy materiał to można zabrać się do pracy. Zaopatrz się w cierpliwość. Jeżeli masz czas to dobrze. Jeżeli sytuacja twoja wymaga szybkiego zrobienia łuku, to źle, więc będziemy improwizować. Zrobienie łuku to nie jest jeden czy dwa dni. Tu wymagana jest precyzja. W przeciwnym wypadku można szybko przerwać pracę z badylem w dłoni.
Jeżeli masz już wysezonowane drewno to zakładam, że jest to półwałek z kłody. Jeżeli jesteś sytuacji krytycznej i masz świeżo ścięte drzewo, to rozłup siekierą pień po długości. Zwróć uwagę na stronę na której jest jak najmniej, lub wcale nie ma sęków. Będzie to w przyszłości grzbiet naszego łuku. Jeżeli masz kłodę lekko wygiętą i strona wewnętrzna nie ma sęków to nawet lepiej. W przyszłości taki łuk nie pójdzie za cięciwą i będzie miał większą siłę.
Po rozłupaniu i wybraniu odpowiedniej połowy dobrze by było znaleźć środek naszego łuku. W tym celu posłużmy się cienkim sznurkiem poprowadzonym wzdłuż przez środek belki, zawieszonym na ciężarkach i odrysujmy ołówkiem linię. Względem tego środka rysujemy kształt naszego przyszłego łuku. Lub jeśli jesteśmy w warsztacie to możemy skorzystać z gotowych szablonów. Jeśli takowe posiadamy. 

Wycinamy zbędny materiał. Dobrze jest nie ścinać równo z liniami. Pozostawmy kilka milimetrów zapasu. Zawsze zdążymy to wyrównać, w przeciwnym wypadku możemy zepsuć nasz łuk.


Gdy mamy jako tako wycięty profil. szukamy środka naszego łuku. Pora odrysować majdan. Jest to ta część, za którą trzymamy łuk. Odrysowujemy również nasze ramiona łuku. Po czym usuwamy zbędny materiał od strony brzuśca. To jest wewnętrzna część łuku ( ta od strony przyszłej cięciwy.)



Końce ramion (gryfy) pozostawiłem nieco grubsze niż grubość ramion. Jak widać na fotkach. Powstało coś co już przypomina nam łuk. 
Przystępujemy do regulacji łuku. 
Wykonujemy nacięcia na cięciwę i zakładamy na nasz profil mocny sznurek o długości takiej samej jak nasz łuk. Będzie to nasza cięciwa robocza. Ostateczną cięciwę założymy już na sam koniec. Jak ją zrobić też napiszę w przyszłości.
Montujemy nasz łuk w belce do regulacji. i naciągamy powoli cięciwę montując ją w pierwszych nacięciach na belce. Zwracamy uwagę na zachowanie się ramion.

Jak widać, jedno z ramion już nabiera kształtu, a drugie jest proste. Bierzemy tarnik i z wyczuciem piłujemy proste ramię. do momentu gdy zacznie się wyginać. Co jakiś czas "trenujemy" nasz łuk. Czyli naciągamy cięciwę lecz delikatnie i nie do samego końca. Przyzwyczajamy w ten sposób ramiona do pracy. Popuszczamy cięciwę trzymając wciąż ją w dłoni, a nie jakbyśmy oddawali strzał. Jeżeli ramię zgina się tylko w jednym miejscu, a na reszcie jest sztywne, to piłujemy miejsca w których się nie zgina. UWAŻAJMY ABY NIE PRZESADZIĆ. Jeżeli przesadzimy, to ramię będzie słabsze, a i drugie będziemy musieli dostosować do pierwszego. Łuk straci na sile, lub co gorsza wykona kilka strzałów i pęknie. Po spiłowaniu tarnikiem znowu sprawdzamy nasz łuk na belce. I tak w kółko, aż nabierze pożądany kształt. 


Prawie, prawie. Już wydawało by się że gotowe. Jednak dla sprawnego oka widać, że jeszcze sporo przy tym pracy. Ja jestem właśnie na tym etapie z robieniem łuku. 
Przede mną jeszcze sporo piłowania i "trenowania". W między czasie będę zamieszczał dalsze fotki z pracy.

czwartek, 19 września 2013

łuk - materiał - część trzecia

Przygotowałeś już swój warsztat na zrobienie swojego łuku? To dobrze. Teraz uzbrój się w cierpliwość i weź ze sobą wiadro chęci, a najlepiej dwa. Teraz przed Tobą zadanie, które może się okazać najtrudniejsze w całym przedsięwzięciu. Czyli pozyskanie materiału.

Aby wykonać łuk - DOBRY ŁUK trzeba pamiętać o kilku zasadach:

Pierwsza zasada jest to dobór właściwego drewna na łuk.
Jeszcze nie tak dawno, uważano, że na łuk nadają się tylko CIS, JESION, ŻÓŁTNICA POMARAŃCZOWA. Ponieważ kiedyś robiono przeważnie łuki długie i dlatego te gatunki były wręcz idealne, ponieważ miały duży stopień podatności na kompresję. W łuku płaskim nie działają, aż tak wielkie siły, więc na materiał istnieje wiele innych gatunków drzew.

Druga zasada: Pozyskany materiał trzeba ściąć podzielić kłodę na pół i poddać sezonowaniu. Po czym połówki przeciąć na ćwiartki i ponowne sezonowanie. Czyli odłożyć na mniej więcej rok - dwa w suche przewiewne miejsce. Tak robiono kiedyś i niektórzy tego się trzymają do dziś. O co chodzi w tym sezonowaniu? Mianowicie trzeba doprowadzić do tego, aby drewno przeznaczone na łuk miało około 9% wilgotności. Taki odczynnik wilgotności redukują kurczenie się drewna oraz powstawaniu pęknięć podczas szybkiego suszenia... Przy dzisiejszej technice wiadomo, że proces sezonowania można zredukować do kilku tygodni.

Przejdźmy do tematu. Jakie drzewo jest łuczne? Poniżej podaję spis kilku pospolitych drzew rosnących w Polsce:
Brzoza, Buk, Cis, Czeremcha, Dąb, Dereń, Grab, Grusza, Jabłoń, Jałowiec, Jarząb, Jesion, Klon, Leszczyna, Magnolia, Morwa, Robinia akacjowa, Śliwa, Świdośliwa, Wiąz, Wiśnia.
Także widać, że nawet drzewa ogrodowe mogą nadać się na łuk.

Zanim zetniesz drzewo to:
1) Pogadaj z leśniczym, lub właścicielem terenu, czy możesz wykonać taką operację.
2) Przyjrzyj się dokładnie pniu, gałęzi, którą chcesz ściąć.

Idealny pień nie powinien mieć sęków, powinien być prosty, nie może być skręcony. Wiadomo, że ideały są tylko w snach :)
Kilka sęków i lekka krzywizna nie dyskryminuje od razu materiału. Natomiast trzeba unikać pni skręconych. Najlepsze pnie to są o średnicy około 15cm i długość 2m. Z takiego materiału możemy być już zadowoleni.

Można również poszukać w tartakach odpowiednich desek, danego gatunku. Niemniej jednak to ryzykowne przedsięwzięcie. Po pierwsze rzadko (przynajmniej w moich stronach) znaleźć można tarcicę inną niż sosna, świerk... A po drugie, jeżeli uda nam się znaleźć tartak z innymi gatunkami, to deski są już przesuszone. Jeżeli tartak nie posiada przyrządu do mierzenia wilgotności (około 9%), to nie warto kupować "na słowo". Możemy później być bardzo rozczarowani.

Życzę powodzenia w szukaniu. Tak jak wspomniałem na początku. Może się to okazać najbardziej trudną rzeczą w zrobieniu łuku.

łuk - narzędzia i belka do kształtowania - część druga

Od czego zacząć?
Ja zacznę od przygotowania narzędzi. W survivalowych warunkach musi nam wystarczyć nóż i (lub) siekiera
Jeżeli jednak nie jesteśmy w tej sytuacji, to możemy pokusić się o dodatkowy sprzęt. 
Na powyższej fotce kolejno od góry:
- pilniki do drewna (tarniki) o różnej gradacji
- Ośnik
- piła 
- belka do kształtowania

Można dodać jeszcze heble, inne strugi, cokolwiek co jest ostre. Można stosować elektronarzędzia. Mimo wszystko nie polecam ich osobom, którzy nie mają wprawy. Elektronarzędziem można szybko "przedobrzyć" naszą pracę. Wtedy spędzenie kilku dni może pójść  na marne. Zwykłymi narzędziami może dłużej się schodzi i jest monotonna praca, oraz również można przesadzić w niektórych momentach naszą pracę, nie mniej jednak satysfakcja jest lepsza.

Radziłbym wam zrobić najpierw belkę do kształtowania. Jest to kantówka o długości około 1 metra. W niej trzeba zrobić nacięcia co 1 cal (około 2,5cm). Musimy również wyciąć uchwyt na majdan, w którym umieścimy nasz łuk. Belka taka będzie nam potrzebna do późniejszego kształtowania ramion łuku, oraz do wyćwiczenia pracy ramion. Wiadomo że ramiona łuku pracują i są poddane wielkiej sile. Brak takiego "treningu" dla łuku skutkuje zazwyczaj nieodwracalnym pęknięciem. Poniżej w paincie zrobiłem schemat podglądowy:

Gdy już zbierzemy wszystkie narzędzia i przygotujemy belkę, możemy wyruszyć na poszukiwanie materiału na łuk. 
O tym w następnej części.



łuk - część pierwsza

WPROWADZENIE

Będąc małym chłopcem, razem z kolegami często bawiliśmy się w indian, lub rycerzy. Każdy tworzył swój oręż z tego co akurat było pod ręką. Tworzyło się broń m.in. z długich kijów kopie, z krótkich miecze, oraz robiło się łuki - czyli kawałek kija połączony najczęściej gumą z majtek :D Nie muszę chyba mówić że taki łuk starczał na kilka strzałów max 20m. Potem albo guma strzelała, albo łamał się kij. Dziś jak wspominam te czasy to uśmiech sam mi się robi na ustach. Człowiek nie miał doświadczenia i robił co mógł aby było dobrze. Zresztą liczyła się wtedy dobra zabawa, a nie dokładne wykonanie sprzętu.

Łuk to nic innego jak sprężyna, która kumuluje energię podczas napinania cięciwy. Pierwsze łuki powstawały już ponad 10000 lat temu. Prymitywne łuki wyglądały właśnie tak, jak opisałem to powyżej, tyle że zamiast gumy był sznurek. Z biegiem lat powstawały coraz to lepsze rozwiązania łuku. Od łuku struganego w drewnie po dzisiejsze czasy i łuki z tworzywa sztucznego.

Nie będę tu omawiał jak zrobić łuk, gdyż tak jak w przypadku robienia noży - mam nikłe wiadomości z tej dziedziny. Całą swoją wiedzę o robieniu łuków zawdzięczam dzięki Jarosławowi Jankowskiemu i jego książce "Drewniany Łuk Średniowieczny".

Lektura ta jest na jeden wieczór. Warta jest zakupu, gdyż posiada naprawdę szeroką wiedzę na temat robienia łuku. Zawarta jest w niej historia łuku, wyrób łuku, wyrób cięciwy i strzał. Posiada również schematy łuku angielskiego (długiego), płaskiego, oraz piramidalnego. Cena również jest atrakcyjna. Książka powinna się znaleźć w każdej domowej biblioteczce u kogoś, kto interesuje się łucznictwem.



wtorek, 10 września 2013

Nóż - własne wykonanie

Nie należę do nożorobów. Pomimo, że mam już kupiony i sprawdzony w terenie nóż, to jednak pokusiłem się, aby wykonać własne ostrze. Nie będę tu dużo się rozpisywał, gdyż jak wspomniałem - nie jestem mistrzem w tej dziedzinie.
Nóż to chyba najbliższy przyjaciel każdego, kto bytuje w dziczy. Jest to podstawowe narzędzie każdego myśliwego, wędkarza, włóczęgi, turysty, survivalowca. Dzięki niemu możemy wykonać wiele prac, które bez noża były by trudne do zrobienia, a inne wręcz niemożliwe.
Nóż jest narzędziem przeznaczonym do pracy. A więc nie musi ładnie wyglądać. Ważne, żeby spełniał swoje zadanie. Owszem ładny nóż to +10 do ogłady jego właściciela :) Ważne jest jednak to, aby wygląd nie zaważył nad tym, żeby wykonać niezbędną pracę w terenie...
Spotykałem się z ludźmi, którzy kupowali noże za kolosalne sumy. Stal szwedzka, specjalny stop, który nadaje jednocześnie sprężystość noża i twardość. Rękojeść z drewna egzotycznego i z kości rzadkich zwierząt, wysadzana metalami szlachetnymi, kabura skórzana z rzadkiego zwierzaka. Sama marka, która wykonała ten nóż już dawała do myślenia, że nóż jest drogi. Jednak ten nóż nigdy nie pracował. Tłumaczenie właściciela było następujące: "Nie po to wydawałem xxxx PLN, żeby zastrugać patyk na kiełbasę". Nóż wisiał na ścianie, jako ozdoba...

Aby nie przedłużać. Nóż zacząłem robić miesiące temu. Jednak brak czasu i czasem chęci spowodował, że przedłużyło się w czasie. Pierwszy projekt zakładał, że mój nóż będzie przypominał kształtem Morę 2000 bushcraft. Jednak plany się z czasem zmieniały.
Stal jaką użyłem do wykonania, to był kawałek maszynowej piły do cięcia metalu, która pękła na maszynie...
Nie mam profesjonalnego pieca kowalskiego tak więc aby nie rozhartować stali robiłem wszystko ręcznie. Żadne elektronarzędzia nie wchodziły tu w grę. Dlatego też przedłużało się to wszystko w czasie.
Wycięty kształt klingi oraz nadanie szlifu pilnikiem do metalu. Praca monotonna i długa. Całość potem została wypolerowana papierem ściernym o różnych gradacjach.
Nie polerowałem klingi na "lustro", chciałem, żeby zachowała ona wygląd prosty swoisty...
teraz przyszedł moment mocowania do klingi klocka rękojeści. W tym celu zaklejamy ostrze taśmą. A w klocku nawiercamy otwory, aby wpasować tam naszą klingę. Nie mam fotek, zapomniałem zrobić, bo tak praca mnie wciągnęła. Przygotowujemy również żywicę epoksydową. Będzie to nasz klej, który połączy klingę z rękojeścią.

Sklejamy całość i czekamy minimum 24h na wyschnięcie żywicy.
Po odczekaniu zaczynamy pracę nad rękojeścią. strugamy ją na pożądany kształt, obrabiamy tarnikiem i wygładzamy papierem ściernym. Praca też jest monotonna, ale warto :)


Gotowy nóż wygląda tak :)

Poniższa fotka przedstawia skazę na rękojeści. Powiem szczerze, że bardzo się zdenerwowałem, gdy podczas obróbki wyłonił się sęk. Ja go wydłubałem i zalałem dziurę żywicą epoksydową. Całość również wyrównałem papierem ściernym. 
Efekt po lakierowaniu sprawił, że drewno trochę przyciemniało. Teraz wygląda, jakby rękojeść była zrobiona z kości. Jednak fotografia nie oddaje w całości tego efektu. 
Tak więc tym sposobem mamy gotowy nóż do prac w terenie. Pozostało jeszcze zrobić jakieś ubranko dla niego i można w pełni się cieszyć własną zabawką :)

środa, 28 sierpnia 2013

test prowizorycznej wędki



może nie złowiłem karpia 3 kg.. ale zawsze coś.
Co mogę powiedzieć po teście? Mam kilka uwag. Linka z włókien zupełnie inaczej zachowuje się niż żyłka. Nasiąka ona wodą i opada na dno, mimo woskowania. Musiałem zmniejszyć ciężarek, gdyż nasiąknięta linka dawała dodatkowe obciążenie. Używając haczyka zrobionego z kolców róży, robinii akacjowej należy uważać na to, że haczyk nie posiada zadziora (żądełka) na który ryba się zacina. Może zdarzyć się, że ryba nam po prostu spadnie. Dlatego linka musi być cały czas naprężona. Warto sobie kupić komplet haczyków na bazarze. Są takie pudełeczka z różnymi rozmiarami haczyka. Nie są to dobrej jakości haczyki, ale są na pewno lepsze niż te haczyki własnej roboty. Warto jest je mieć w podręcznym zestawie EDC. Pudełko rozmiarami zbliżone jest do paczki zapałek.

Warto jest też mieć kilka metrów żyłki. Lniana linka jest ciężka, jak nasiąknie wodą. źle jest przyciąć wtedy rybę.

Przykro mi, ze nie nagrałem momentu brania ryby. Długo nie brała, a kamerę miałem w tym momencie wyłączoną.

Polowanie, połów ryb to loteria. Już myślałem że dziś nic nie złowię i będę musiał kontynuować film następnego dnia. Nie warto liczyć się z tym, że coś złowimy. Trzeba szukać alternatywnych źródeł pożywienia.

wtorek, 27 sierpnia 2013

improwizowany sprzęt wędkarski cd.


Tak więc wracam do pisania.

Mamy już żyłkę, mamy już haczyki. W między czasie zrobiłem na linkę zwijak z kawałka drewna

A tak wygląda już po nawinięciu na niego linki.

Jak widać, linka jest zakończona pętlą, aby można było w łatwy sposób przymocować do niej przypon.
 Przypon również zrobiłem z cieńszej linki. Wrazie zaczepienia o zarośla, lub gdy weźmie większa ryba, a my nie jesteśmy w stanie jej wyciągnąć, to tracimy tylko haczyk a nie pół linki.

Haczyk wiążemy tak jak normalne haczyki na ryby. Poniżej schemat:

Czas zrobić spławik.

Na spławik nadaje się wszystko co pływa na wodzie. Spławik może być plastikowy, drewniany, mogą to być zdrewniałe łodygi traw, słoma, ptasie pióra...
Ja użyję ptasich piór. Mam ich sporo. Zawsze zbieram je jak znajdę.

Usuwamy ze stosiny pióra jego chorągiewki. Możemy zostawić na czubku małe upierzenie. Może się nam przydać, gdy spławik na wodzie będzie słabo widoczny.

Jak przymocować spławik??

Opcji jest kilka. Albo na stałe sznurkiem, albo za pomocą wentyla lub jakiejś innej gumki.




 Przewlekamy kawałki wentyla przez naszą żyłkę.. wkładamy nasz spławik i gotowe.

Zestaw obciążeniowy też możemy zrobić ze znalezionych rzeczy. Ja użyłem paska wyciętego z puszki aluminiowej. Trzeba mieć na uwadze to, aby ciężarek nie przekroczył wyporności spławika. Wtedy nasz zestaw sie zatapia w wodzie.

Mamy już prawie kompletny zestaw. Brakuje nam tylko... wędziska :)

Tu na pomoc przychodzi nam tyczka z leszczyny. Drzewo to jest bardzo elastyczne. Dzięki temu będzie nam łatwiej zaciąć rybę.

Długość tyczki zależna od łowiska, czy bezpośredniego dostępu do wody... Moja ma około 2,5m. nie musi być idealnie prosta. Ważne jest to, aby spełniała swoją rolę.
Nie mocujemy żyłki na czubku wędki. Co by było, gdyby podczas holowania ryby nagle nam by pękła szczytówka? Stracilibyśmy rybę. Dlatego mocujemy nasze zwijadło do wędki za pomocą gumek recepturek. Na końcu oczywiśćie ( tam gdzie trzymamy naszą wędkę)
Naszą lnianą żyłkę, owijamy dookoła przez całą długość wędki


Na końcu szczytówki zwężamy nasze zwoje. A w szczytówce robimy nacięcie przez które przeprowadzamy naszą linkę.

Ile dać linki luzem? To też zależy od tego jaki się ma dostęp do wody bezpośrednio... ja dałem metr więcej niż długość wędki....
 Pozostaje nam nic innego, jak nakopać robaków i pójść na ryby :)
Połamania kija życzę :)

wtorek, 2 lipca 2013

Ludzie maile piszą...

Witam.
Mój blog się rozrasta i zdobywa nowych to czytelników, za co bardzo wam dziękuję. To miło, że mój blog jeszcze kogoś potrafi zainteresować.

Odkąd dodałem na blogu formularz kontaktowy zaczęły do mnie napływać różne pozdrowienia, komentarze poufne i zaproszenia na wspólne wypady.
Dziękuję za pozdrowienia, was również pozdrawiam :)
Dziękuję za komentarze i krytykę, która jest także potrzebna :)
Dziękuję za zaproszenia, niestety nie mam teraz czasu zbyt dużo, ale nie omieszkam korzystać z nich w późniejszym terminie :)

Oczywiście spora część czytelników pisała do mnie z różnymi pytaniami. Ja pogrupowałem te pytania, bo często się powtarzały. Postaram się na nie teraz tu odpowiedzieć:

1) Cześć Lupus. Czytam Twojego bloga od 3 miesięcy. Bardzo mnie ten blog zainteresował. Powiem szczerze, że jest to pierwszy blog survivalowy na który się natknąłem. Dzięki niemu trafiłem też na inne blogi i fora survivalowe. Survivalem zacząłem się interesować właśnie od tego momentu. Mam 14 lat i chciałbym zacząć z tym przygodę, jednak moi rodzice nie puszczą mnie samego do lasu na kilka dni. Co mam z tym zrobić? Jak ich przekonać? Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź. Tomek.

Drogi Tomku. Nie dziwię się rodzicom z racji Twojego wieku. Sam bym też się naprawdę długo zastanawiał, czy Ciebie puścić. A dlaczego chcesz iść od razu na kilka dni? Jak masz małe doświadczenie (3 miesiące TEORII!) to w zupełności jeden dzień od rana do wieczora powinien Ci wystarczyć. Może się okazać, że Twój zapał jest słomiany i szybko stracisz ochotę na obcowanie z naturą.
Jeśli jednak jest inaczej. Chcesz nadal sobie obozować, to znajdź najpierw kompana do wędrówek. Najlepiej osobę starszą, odpowiedzialną, do której rodzice mają zaufanie. A może nawet któreś z Twoich rodziców wybierze się z Tobą. I nie wyrywaj się od razu na kilka dni... Najpierw jeden dzień z jedną nocą. Pokaż rodzicom, że umiesz zatroszczyć się o siebie. Zostaw konkretne dane, gdzie będziesz, z kim będziesz i gdzie w razie czego będziecie się przemieszczać.
Dobrym rozwiązaniem jest też wstąpienie do ZHP.

2) Witam Pana. Mam na imię Grzegorz. Mam do Pana pytanie odnośnie namiotu <cenzura> czy może Pan mi powiedzieć czy taki namiot będzie dobry w terenie górskim? Chcę sobie wyjechać na weekend w góry, a nie chcę wynajmować kwatery. A drugie pytanie czy nóż <cenzura> jest dobry do batonowania czy to tylko chińska lipa która rozwali się po pierwszym uderzeniu? 

Tego typu pytań dostawałem najwięcej. Każdemu odpisywałem to samo. I teraz Tu też napiszę.
Gdybym miał używać wszystkich tych rzeczy, które wymienione były w mailach, to miałbym w domu jeden wielki magazyn sprzętu turystycznego. Jestem przeciwnikiem sprzętu z metką, jeżeli chodzi o takie sytuacje jak wyżej. Grzegorzu skoro stać Ciebie na namiot za 600zł to nie stać Ciebie na kwaterę? Rozumiem że może chcesz spędzić ten weekend na łonie natury. Namiot który wymieniłeś na pewno się sprawdzi przez te 2-3 dni. Ja ostatnio w górach spałem pod zwykłą plandeką i też się sprawdziła.  Jeżeli namiot ma Ci posłużyć tylko na jeden weekend na pół roku to daruj sobie zakup. Każdy sprzęt nawet ten najlepszy może uszkodzić się bardzo szybko, jeżeli jest nie właściwie obsługiwany.  Co do opinii sprzęcie to Nie udzielam takich informacji, bo po prostu nie posiadam takiego konkretnego sprzętu. Proszę się kierować na fora tematyczne, albo wejść na stronę producenta i tam zaczerpnąć opinii.

3) Witam. Fajny blog :) Czy może Pan pisać więcej o robieniu jakiegoś sprzętu? Fajnie się czyta i ogląda filmiki na youtube o pana wyprawach.  Ale prośbę mam, żeby Pan częściej pisał o bardziej praktycznych rzeczach typu DIY.
Napisał do mnie Artur

Arturze mi też to właśnie od dawna chodziło po głowie, więc będę więcej uwagi zwracał na dział ZRÓB TO SAM. Tak więc cierpliwości :)

4) Witam. Mam na imię Marzena. Jestem raczej niedzielnym survivalowcem, ale czasem jak już się wezmę za coś to nie ma przebacz :) Od niedawna czytam Pana bloga i bardzo miło mi się go czyta. Szkoda że jest tak mało postów. Zdjęcia z wypraw są fajne i czasem jak je przeglądam to poprostu zazdroszczę (....) Jedyne czego mi brak w tym blogu to kuchni survivalowej. Choć sama nie wiem czy bym się odważyła wziąć robala do ust to jednak lubię mieć konretną wiedzą o tym i owym. Czy może Pan zrobić etykietę kuchni? Pozdrawiam

Marzeno dział kuchni survivalowej też jest w planach, również proszę o cierpliwość.
PS. Nie oglądaj zdjęć i nie zazdrość tylko pakuj plecak i ruszaj przed siebie :)

5) Lupus kiedy będzie coś konkretnego o waszej głównej wyprawie VAGABUNDOG? 
Napisał Grzegorz

Pytania o VAGABUNDOG to kolejny temat, po pytaniach o sprzęt.
Cóż mogę powiedzieć. To nie jest taka prosta sprawa. Tu trzeba mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. To nie jest tak że pstryknę palcem i idziemy. Mogę Ciebie pocieszyć, że temat nie został zapomniany i cały czas myślimy nad nim.
Czytaj vagabundog.pl bo niebawem będzie niespodzianka :)

To tyle narazie... co jakieś 2 - 3 miesiące będę pisał tego typu posty z odpowiedziami :)
Jeszcze raz dzięki, że czytacie i że się pytacie jak czegoś nie wiecie.
Do zobaczenia na szlaku :)

Acha! zapomniałbym. Powyższe meile są napisane za zgodą autorów.

piątek, 28 czerwca 2013

Linki, liny i lineczki

Drugą rzeczą jaka potrzebna nam będzie przy łowieniu ryb to żyłka. Na łowiskach uczęszczanych przez ludzi można znaleźć kłębki porwanych żyłek. Jest to jedyny plus, że mamy problem z głowy z kombinowaniem czegoś zastępczego. A co jeśli trafimy na miejsce gdzie ani widu, ani słychu człowieka? Trzeba wtedy zaimprowizować. Robienie linek przyda nam się nie tylko podczas połowu. Linka ma wiele zastosowań i umiejętność jej plecenia powinna być przyswojona przez każdego.

Kiedyś do robienia żyłki używano końskiego włosia. Ja niestety nigdzie w pobliżu nie zdobyłem go. Chodziłem w okolicach stadnin i przy ogrodzeniach gdzie pasą się konie... niestety, żaden z nich nie zostawił ani włoska na ogrodzeniu:(

Z czego robimy linkę? Materiałów jest wiele. Mianowicie rośliny włókniste, czyli rośliny włóknodajne. Należą do nich: len, konopie siewne, pokrzywa, babka, i wiele wiele innych. Należy z nich wydobyć te włókna (nakręcę o tym film niebawem)

Wydobyte włókna z konopi i wysuszone

im dłuższe włókna wydobędziemy tym lepiej. Wyglądają one jak włosy :)

Przystępujemy do robienia naszej linki na ryby. Linka ta musi jak najcieńsza, ale w miarę mocna. Bierzemy kilka włókien do ręki i prostujemy je.

tak wyglądają włókna w powiększeniu. Są cieńsze niż 1mm

Po wyprostowaniu w ręku, zaczynamy je skręcać. Jedną ręką trzymamy, a drugą skręcamy.

Skręcamy w miarę mocno. Warto przed takim procesem poślinić palce, wtedy praca staje się wygodniejsza. Gdy zbliżamy się do końca skręcanej linki, to odmierzamy kolejną część włókien i nakładamy na końcówkę i dalej skręcamy. Staramy się odmierzać tę samą ilość, linka wtedy będzie miała jednakową grubość i w miarę jednakową wytrzymałość.


I tak sobie kręcimy kilka metrów. Praca jest żmudna i monotonna. Ale przy ognisku i gawędzie, nikt na to nie zwraca uwagi. I tak oto uzyskujemy kilka metrów pierwszej plecionki.
Ja zrobiłem około 3m dla celów pokazowych. grubość 1-1,5mm

To jeszcze nie koniec... pamiętacie jak pisałem, że pleciemy kilka metrów? nie miałem na myśli trzech lub czterech.. tylko minimum dziesięć. Teraz musimy naszą plecionkę złożyć na pół i powtarzamy czynność skręcania. Czyli z dziesięciu metrów otrzymamy około pięć metrów gotowej linki.


I znowu kręcimy w miarę mocno. Na końcu możemy zawiązać mały węzełek aby linka nam się nie rozplątywała.
Wyszło mi 1,5m gotowej linki o grubości 2-2,5mm


Możemy też opcjonalnie przeciągnąć linkę przez wosk pszczeli. Jeżeli nie posiadamy wosku to możemy przez normalną świeczkę. Pozwala to zakonserwować linkę, oraz zrobić ją bardziej wygodną do innych prac. Linka jest gładka.


A teraz mały teścik ile wytrzyma moja linka :)



czwartek, 27 czerwca 2013

Haczyk na ryby - zrób go sam

Cześć.
Połów ryb może okazać się najłatwiejszym sposobem na pozyskanie mięsa w terenie. O ile wiemy jak do tego się zabrać.

Dziś zaczynam dział wędkarstwa :D Część pierwsza - HACZYK

-Panie, na co pan łapiesz?? Na co dziś ryby biorą?
-Na haczyk :D

Tak więc haczyk to podstawowa część naszego sprzętu wędkarskiego. Można go wykonać w terenie w bardzo prosty sposób. Taki haczyk należy dobrać do wielkości ryb jakich spodziewamy się na danym łowisku.
Dziś pokażę jak wykonać haczyk z kolców róży (W innych postach będę robił haczyki z innych materiałów).

Potrzebne nam będą:

Kolce róży

lniane, konopne lub inne włókna. Można użyć również cienkiej nici z ubrania

klej z żywicy (żywica + zmielony węgiel drzewny), źródło ognia

Cienki wytrzymały, sztywny patyk: w tym przypadku gałązka z modrzewia

Do tego potrzebny będzie nóż.

Zaczynamy od obrobienia grotu haczyka. Czyli odcinamy od nasady kolca róży niepotrzebny materiał. Jeżeli mamy dość duży kolec możemy pokusić się o zadzior na kolcu. Ja niestety większych kolców nie znalazłem.
Kolce po obróbce powinny wyglądać mniej więcej tak:

U góry kolec przed obróbką

z innej perspektywy:

Gdy już mamy gotowe groty pora zabrać się za zestruganie naszej gałązki z modrzewia. Oddzieramy korę i robimy z niej cieniutki koniec:


Teraz odpalamy naszą świeczkę (możemy również robić to nad ogniskiem) i rozgrzewamy nasz klej żywiczny:

Gdy nasz klej będzie już w stanie płynnym, mocujemy za jego pomocą nasz grot do gałązki:

Nadmiar żywicy możemy lekko zeskrobać nożem, bądź opalić nad płomieniem świeczki. Następnie bierzemy kilka cieniutkich włókien i robimy owijkę wokół grotu:



Na całość również nanosimy nasz klej. Nadmiar opalamy delikatnie nad płomieniem.

Pora zająć się naszym trzpieniem haczyka. Ucinamy naszą gałązkę na odpowiedni wymiar (w zależności od wielkości haczyka) i strugamy w taki sposób aby koniec trzpienia był nieco szerszy niż pozostała część. Ma to na celu późniejsze trzymanie się na lince. Dzięki temu haczyk nie zsunie się nam.

Wyrównujemy wszystko. Mamy już gotowy haczyk.

W następnej części robimy linkę :)
Zapraszam